Przejście do strony głównej Przejście do spisu artykułów
Efekt trafienia bryły żelatyny 7,62 mm x 51 pociskiem Land Warfare (Blended Metal)

Choć podczas minionej dekady można było zaobserwować znaczący postęp w zwiększaniu prawdopodobieństwa trafienia broni strzeleckiej (m.in. poprzez powszechne wprowadzenie celowników optycznych oraz kolimatorowych), to jednak doświadczenia ze współczesnych konfliktów wykazały, że nie na wiele to się przydaje, kiedy zawodzi amunicja, a pojedynczy pocisk nie zawsze jest w stanie skutecznie wyłączyć przeciwnika z walki. Co gorsza zdarzało się, że nie pomagało nawet kilkukrotne trafienie. Stąd na świecie podjęto kilka programów mających wyeliminować słabości współczesnej amunicji. Zajęli się tym również badacze zza Oceanu, zasypywani informacjami o nie zawsze najwyższej skuteczności powszechnie stosowanej amunicji kalibru 5,56 mm...

Powstała w latach 40. brytyjska amunicja pośrednia, od lewej .270 (6,8 mm x 46), .280 (7 mm x 43) oraz nabój ślepy .280W 1945 rozpoczęły się w Wielkiej Brytanii prace badawcze (prowadzone pod kierownictwem dr Richarda Beechinga), których celem był wybór najbardziej optymalnego naboju dla przyszłej broni indywidualnej piechoty. Zakończyły się one w 1947, kiedy to Komisja Idealnego Kalibru sformułowała ostateczne ZTT dla nowej amunicji. Pierwotnie do brytyjskich założeń stworzono nabój .270 (6,8 mm x 46), niemniej jednak od razu zaprotestowali Amerykanie, sugerując, że nie będzie on miał żadnych szans w rywalizacji na przyszły standardowy nabój państw wolnego świata, przede wszystkim z uwagi na za mały kaliber. Kolejnym był .280 (7 mm x 43), który był bardziej dopasowany do amerykańskich wymagań. Ale i ta amunicja została odrzucona przez USA, które w 1953 narzuciło innym państwom NATO swój nabój 7,62 mm x 51, a gdy okazało się, że nie spełnia on pokładanych w nim nadziei, dekadę później wprowadzono 5,56 mm x 45. Od chwili zakończenia brytyjskich prac minęło ponad pół wieku. Gdyby ktoś chciał się obecnie przyjrzeć uważnie nowej amunicji testowanej przez amerykańskie oddziały specjalne w Iraku czy Afganistanie, ze zdumieniem może zauważyć, że jej parametry są niemal takie same, jak naboju .280, zaś kaliber odpowiada idealnemu, wybranemu pod koniec lat 40.

Początki

Po zakończeniu II wojny światowej, dla większości państw stało się jasne, że przyszłość broni strzeleckiej (karabinków oraz erkaemów) jest ściśle powiązana z nabojem pośrednim (czyli takim, którego energia wylotowa waha się w granicach od 1300 do 2500 J). Dowiodły tego doświadczenia wojenne, przy czym szczególną rolę ogrywało w nich wprowadzenie do uzbrojenia niemieckiego karabinka StG.44, konstrukcji, na której wzorowano wszystkie późniejsze (od jego pełnej nazwy Sturmgewehr wzięło się również określenie karabinek szturmowy).

Pojawiały się i szybko zostały zapomniane naboje pośrednie oraz zasilane nimi karabinki tworzone w Czechosłowacji (7,62 mm x 45, karabinek vz.52), Francji (7,65 mm x 35, karabinki MAS 1948/1949), Danii (7 mm x 36, karabinek Otterup), Finlandii (9 mm x 40, 9 mm x 41, 9 mm x 35, 7,62 mm x 35, karabinki Lahti i Lilja) czy Szwajcarii (7,65 mm x 35 i 7,5 mm x 38). W państwach bloku wschodniego, kontrolowanych przez ZSRR przyjęto, opracowany w 1943, rosyjski nabój 7,62 mm x 39 wz.43 wraz z karabinkiem samopowtarzalnym SKS oraz, nieco później, automatycznym AK. Najbardziej zaawansowane prace badawcze nad tym zagadnieniem prowadzone były w Wielkiej Brytanii, wkrótce dołączyli się do nich Belgowie oraz Kanadyjczycy. W ich efekcie przyjęto jako rozwojowy nabój .280, do którego powstał m.in. brytyjski karabinek EM-2 (przyjęty nawet w 1951 do uzbrojenia, jako Rifle, No.9 Mk 1) czy belgijski FN FAL (w dwóch odmianach, klasycznej i bezkolbowej).

7,62 mm oraz M14

W tym samym czasie w USA, prowadzony był projekt Lightweight Rifle, którego celem było stworzenie lekkiej broni (jej waga nie miała przekraczać 3,2 kg), z której można było prowadzić celny ogień pojedynczy oraz ciągły (podobnie jak z M2 Carbine), ale jednocześnie zasilanej nabojem o podobnej sile rażenia, jak .30-06 (7,62 mm x 63) wystrzelony z M1 Garand. Jak można od razu zauważyć, były to założenia wzajemne sprzeczne, ale wojskowi upierali się przy silnym naboju karabinowym. Nie przekonało ich nawet opublikowanie na początku lat 50., dwóch raportów: D. Halla z Ballistic Research Laboratory (BRL) oraz N. Hitchmana z Operational Research Office (ORO). Pierwszy dotyczył skuteczności pocisków, a jego końcowy wniosek brzmiał, że znaczne zwiększenie prawdopodobieństwa trafienia może być uzyskane po wprowadzeniu małokalibrowych pocisków, wystrzeliwanych z większą prędkością wylotową i mających znacznie bardziej płaską trajektorię lotu. Co więcej, sugerowano w nim, iż takich nabojów będzie można brać ze sobą więcej, z uwagi na ich mniejszą wagę. Raport Hitchmana poświęcony był dystansom na jakich prowadzona jest walka strzelecka, zebrano w nim doświadczenia z II wojny oraz wojny w Korei. Wynikało z niego, iż 90% wymiany ognia odbywa się na dystansie mniejszym od 300 metrów (dotyczyło to zarówno karabinów jak i erkaemów), a zatem zastosowanie amunicji zachowującej zdolność rażenia do 1800 metrów mijało się z celem. Co więcej silny nabój uniemożliwiał prowadzenie celnego ognia oraz wymuszał tworzenie większych i cięższych konstrukcji. Pomimo tego w 1952 do armii USA wprowadzono nabój T65E3 (7,62 mm x 51), przyjęty w rok później jako standardowa amunicja 7,62 mm NATO. Sam program Lightweight Rifle zakończył się wyborem karabinu M14, który wbrew nazwie nie był lekki, nie ważył 3,2 kg, a prawie dwa razy tyle, a na dodatek o celności w ogniu ciągłym można było zapomnieć. Produkowano go bardzo krótko (1957-1964) i niewiele państw przyjęło go do uzbrojenia. Rynek zdominował belgijski FN FAL (przystosowany do naboju 7,62 mm) oraz G3.

5,56 mm nabój pośredni

Pociski 5,56 mm, od lewej: standardowy M855 (4,01 g), Mk 262 Mod 0 (SMK, 4,99 g), Mk 262 Mod 1 (Nosler, 4,99 g) oraz odrzucony PRL z rdzeniem z proszku wolframowego (5,64 g) /źródło: Ammo OracleW 1957, kiedy to właśnie rozpoczynała się masowa produkcja M14, US Continental Army Command, złożył w firmie ArmaLite zamówienie na stworzenie broni, której korzenie tkwiły w raporcie Halla, wystrzeliwującej małokalibrowe pociski z bardzo dużą prędkością (stąd nazwa programu SCHV - Small Calibre, High Velocity). Wybór firmy nie był przypadkowy, gdyż liczono, że nowa konstrukcja będzie pomniejszoną kopią karabinu AR-10, który pojawił się jednak zbyt późno, aby rywalizować z M14. Pierwszym krokiem było opracowanie amunicji, wywodzącej się z naboju .222 Remington, w zasadzie służącego do polowań na niewielkie zwierzęta. Nowa amunicja oraz broń była gotowa w 1958, pocisk miał masę 3,56 g i był wystrzeliwany z karabinka AR-15 z prędkością 990 m/s. Przeprowadzone w rok później testy jasno wykazały przewagę nowej broni na każdym polu nad karabinem M14, przyjętym do uzbrojenia ledwie 2 lata wcześniej. Trzeba tutaj wspomnieć, że jednocześnie od 1950 trwały pod kryptonimem SPIW prace nad rewolucyjną konstrukcją zasilaną amunicją strzałkową (flachettes), która jednak nigdy nie ujrzała światła dziennego. AR-15 miał być początkowo tylko bronią zastępczą do czasu, gdy trapiony kłopotami karabin strzałkowy ostatecznie ujrzy światło dzienne, ale przypadek oraz działania marketingowe firmy Colt (odkupiła prawa do konstrukcji od ArmaLite) spowodowały, iż najpierw w 1960 pierwszą partię M16 zakupiły Siły Powietrzne USA (USAF), a następnie zdecydowała się na to w 1964 Armia USA (US Army), nadając zmodyfikowanej broni desygnatę M16A1.

O ile początkowo Europejczycy traktowali nową broń jako amerykański eksperyment, to 13 marca 1970, USA zaszokowało resztę NATO oznajmiając, że wszystkie ich jednostki funkcjonujące w ramach Paktu przechodzą na amunicję 5,56 mm x 45. Do ataku szału doprowadziło to Brytyjczyków, którym 20 lat wcześniej odrzucono naboje .270 (6,8 mm) oraz .280 (7 mm). Wówczas Amerykanie motywowali swoją decyzję tym, że są to naboje zbyt małego kalibru, a co za tym idzie będą nieskuteczne na polu walki, a ostatecznie przyjęli pocisk o jeszcze mniejszej masie oraz średnicy.

Od lewej, porównanie nabojów 6,8 mm SPC z pociskiem Sierra HBPT oraz Hornady OTM z 5,56 mm Mk 262 Mod 0 (4,99 g) oraz 5,56 mm NATO (M855) /źródło: NDIA 2004Chcąc czy nie chcąc, w innych krajach ponownie musiano się pogodzić z kaprysami Stanów Zjednoczonych, zwłaszcza, że lekki i poręczny M16A1 oraz amunicja 5,56 mm zaczęły zdobywać coraz większą popularność. Niemniej jednak, na przeszkodzie do przyjęcia naboju 5,56 mm jako kolejnego standardu NATO stanęły jego parametry. Początkowo bowiem zakładano, że będzie on zasilał tylko karabinek, zaś broń wsparcia nadal będzie wykorzystywała nabój karabinowy 7,62 mm. Chęć unifikacji amunicji w obrębie drużyny piechoty, wymusiła również modyfikację amunicji, karabinek miał być skuteczny do 400 metrów, zaś erkaem do 800. Amerykański pocisk M193 zastąpiono cięższym, mającym masę 4,01 g belgijskim SS109, co zmniejszyło prędkość wylotową do 930 m/s, jednak spowodowało polepszenie się osiągów na większych dystansach oraz znaczne zwiększenie przebijalności. Dopiero taki nabój został przyjęty jako standardowy przez NATO na początku lat 80, otworzyło to również drogę do wprowadzenia karabinków maszynowych (z których najbardziej znany to FN Minimi). Można powiedzieć, że było to pyrrusowe zwycięstwo Amerykanów, gdyż nowy pocisk wymuszał zastosowanie innego gwintu lufy (1:7 zamiast 1:12) do stabilizacji, a co za tym idzie, dotychczas używane karabinki M16A1 musiały być przerobione. Ostatecznie zadecydowano się o ich zastąpieniu przez nową ulepszoną wersję rozwojową, M16A2 adoptowaną w 1983.

Problemy

Wpływ na decyzję US Army o przyjęciu M16A1 do uzbrojenia miały po części wydarzenia z 16 czerwca 1962, kiedy to pluton z 340 kompanii Rangers wyposażony w 5,56 mm karabinki AR-15 natknął się na 3-osobowy oddział przeciwnika i dosłownie rozstrzelał go z 15 metrów. Jeden z Wietnamczyków został trafiony 3 pociskami z serii, z których każdy zadał śmiertelną ranę. Taka moc obalająca pocisku wynikała, jak się okazało, z jego dosyć specyficznego zachowania w ranie. Pierwsze 10-12 cm porusza się w ciele stabilnie, następnie (12-25 cm) obraca się o 90 stopni i pęka na wiele drobnych odłamków (stanowiących połowę jego masy), skutecznie oddziałujących na cel żywy. Samo pęknięcie wynika z konstrukcji pocisku, jego cechą charakterystyczną jest rowek wytłoczony na zewnętrznej powierzchni płaszcza. Po uderzeniu następuje tzw. spiętrzenie naprężeń na karbie doprowadzające do jego rozerwania w tym miejscu. Im większa prędkość pocisku, tym odłamków będzie więcej (przy 977 m/s, a zatem kilkanaście metrów od wylotu lufy będzie ich około 20). Problem polega na tym, iż aby doprowadzić do opisanego powyżej zachowania, małokalibrowy, bardzo lekki pocisk musi trafić w cel żywy z prędkością większą od 730 m/s. Jeżeli będzie ona mniejsza od tej granicznej wartości, lub droga pocisku w ciele nie przekroczy 12 cm, to pozostaje on cały, a rana będzie niewielka, punktowa i bardzo często nie wystarczy do skutecznego obezwładnienia przeciwnika.

O ile pierwotnie nie zauważano tego lub lekceważono, gdyż pocisk wystrzelony z karabinka M16A2 o długiej, ponad półmetrowej lufie (508 mm), fragmentował do odległości ok. 200 m, o tyle wszystko zmieniło się po wprowadzeniu w 1994 skróconej odmiany tej broni, M4/M4A1 (z lufą długości 368 mm). Okazało się, że jego prędkość wylotowa wynosi jedynie 880 m/s (przy granicznej 730 m/s), a zatem koziołkował on oraz rozpadał się tylko wówczas, gdy został wystrzelony z odległości mniejszej od 100 metrów. Początkowo, gdy te karabinki używane były tylko przez oddziały specjalne, z zasady zwalczające przeciwnika z niewielkich dystansów, nie zwracano na to dużej uwagi, ale kiedy M4 zaczął stopniowo wypierać M16A2 z oddziałów regularnych, pojawiało się coraz więcej doniesień o niskiej skuteczności amunicji. Problem zaczął się już od operacji w Somalii w 1993, po której żołnierze z 1.SFOD-D narzekali, iż musieli kilka razy trafić przeciwnika, aby wyeliminować go z walki (porównywano nawet rany do tych zadanych przez słaby nabój bocznego zapłonu .22 LR), ale ze zdwojoną siłą powrócił podczas ostatnich konfliktów, w które zaangażowane były Stany Zjednoczone. Pomimo tych zastrzeżeń, należy jednak pamiętać, że od pocisku wojskowego wymaga się poza skutecznością rażenia celów żywych także jak największej zdolności przebijania pancerzy, a pod tym względem w stosunku do 5,56 mm NATO nie ma zastrzeżeń. Mało tego, radzi sobie z penetrowaniem tej samej grubości osłon pancernych na dystansach większych niż 7,62 mm NATO.

Mk 262 - nowy nabój 5,56 mm

Efekty trafienia pocisku w blok żelatynowy z odległości 45 m, na górze 6,8 mm SPC, na dole 5,56 mm Mk 262 Mod 0 /źródło: NDIA 2004Amerykańskie Dowództwo Operacji Specjalnych (USSOCOM) zareagowało bardzo szybko na narzekania żołnierzy i już od połowy lat 90. zaczęło szukać wyjścia z sytuacji. Rozpoczęto testy 27 komercyjnych pocisków 5,56 mm różnych producentów, z których do dalszego rozwoju wybrano, w 1999, trzy: 4,73 g LTB (Length Tolerant Bullet) Berger, 5,64 g pocisk Powell River Laboratories z rdzeniem ze sproszkowanego wolframu oraz 4,99 g Sierra Match King (SMK) Black Hills Ammunition. Ten ostatni uznano za najbardziej obiecujący i w 2002 zamówiono pierwszą, dużą partię nowej amunicji, przyjętej do uzbrojenia pod nazwą Mk 262 Mod 0. Początkowo, co ciekawe, nie pocisk nie posiadał rowka wytłoczonego na zewnętrznej powierzchni płaszcza, wprowadzono go dopiero od wersji Mk 262 Mod 1 (firmy Nosler). Obecnie nowe naboje wykorzystywane są jedynie w jednostkach specjalnych, zasilają karabinki M4A1 i Mk 12 Mod 0/1/2 SPR (do tych ostatnich były mniej lub bardziej dedykowane) oraz w niektórych oddziałach USMC w ich karabinkach M4/M4A1. Zwiększając masę samego pocisku po raz kolejny poprawiono jego charakterystyki na większych dystansach, zmniejszyła się za to, do 830 m/s prędkość wylotowa (z lufy 406 mm). Zaczyna on fragmentować po trafieniu w cel z prędkością 610 m/s, czyli w odległości 300 m (lub 250 m Efekty trafienia pocisku w blok żelatynowy z odległości 45 m, na górze 6,8 mm SPC, na dole 5,56 mm NATO (M855) /źródło: NDIA 2004w przypadku wystrzelenia go z krótkiej, 368 mm, lufy karabinka M4). Niemniej jednak, nie została jednoznacznie potwierdzona jego przewaga nad M855, mało tego, jednostki specjalne będące najbardziej intensywnym użytkownikiem zarówno broni jak i amunicji nie są przekonane, czy warto inwestować w rozwój naboju 5,56 mm (12 września 2003 uzbrojony w karabinek AK bojownik trafiony z bliskiej odległości 7 pociskami Mk 262 zdołał zabić dwóch amerykańskich żołnierzy, zanim nie został wyeliminowany przez trzeciego, nie za pomocą karabinka M4, ale... jednym pociskiem .45 z Colta M1911A1), czy może jednak zdecydować się na bardziej rewolucyjne rozwiązania.

6,8 mm SPC - rewolucja?

Przekrój przez naboje: po lewej promowany przez oddziały specjalne 6,8 mm SPC po prawej 6,5 mm Grendel /źródło: Alexander ArmsDo początku XXI wieku, uznawano nabój 5,56 mm za doskonałe rozwiązanie, które mogło być zastąpione tylko po jakimś znaczącym przełomie w tworzeniu amunicji - wprowadzeniu naboi bezłuskowych, pocisków strzałkowych, ciekłego ładunku miotającego etc. Niemniej jednak nacisk jaki obecnie jest kładziony na działania jednostek specjalnych, przyznawanie im coraz to większych funduszy na rozwój oraz wyposażenie, a także wydzielenie ich jako osobnego rodzaju wojsk z własnym dowództwem (jak to miało miejsce w USA) spowodowały, że zaczęły one śmiało podsuwać pomysły, które wcześniej wydawały się nie do pomyślenia. Zaliczają się do nich między innymi eksperymenty, jakie podjęło USSOCOM z amunicją. Zdecydowano się odejść do tradycyjnego kalibru i przetestować inne rozwiązania. Do rywalizacji stanęła amunicja 6 mm, 6,5 mm, 6,8 mm, 7 mm oraz 7,62 mm, z których ostatecznie wybrano nabój 6,8 mm x 43 nazwany SPC (Special Purpose Cartridge, zaprojektowany przez Davida Emary, produkowany w firmie Remington) posiadający najlepsza mieszankę cech. Przy czym założono, że całkowita długość nowego naboju nie może przekroczyć długości 5,56 mm x 45, dzięki czemu dotychczas używane karabinki mogły być łatwo zmodyfikowane przez wymianę luf oraz górnej części komory zamkowej (tzw. upper receiver). Początkowo nawet, w celu zmniejszenia kosztów, zamierzano wykorzystywać standardowe magazynki M16, których pojemność przy nowej amunicji zmniejszyła się z 30 do 25 nabojów (łuska 6,8 mm SPC ma większą średnicę), ale bardzo szybko zdecydowano się na wprowadzenie nowych, nieznacznie przedłużonych mieszczących do 28 nabojów.

Karabinek firmy PRI, komercyjna konstrukcja samopowtarzalna zasilana nowym nabojem 6,8 mm SPC /źródło: Z. SmithNowy nabój ma pocisk o wadze 7,45 g, wystrzeliwany z prędkością 808 m/s z lufy o długości 420 mm ma energię 2430 J. Energia wylotowa jest o 55% większa od 5,56 mm NATO, w odległości 550 m jest ona wyższa o 84%. Wystrzelony z dłuższej lufy osiąga prędkość wylotową 850 m/s, a jego trajektoria do 500 m odpowiada 7,62 mm NATO. Należy pamiętać, że podstawowym celem jego wprowadzenia było zwiększenie skuteczności rażenia celów żywych na dystansie do 300 metrów i pod względem przebijalności pancerza ustępuje on 5,56 mm. W 2004 zaprezentowano pierwsze konstrukcje zasilane nową amunicją, m.in. M468 firmy Barrett (produkującej również 12,7 mm wkbw M82A1 i pochodne) oraz karabinki firmy PRI (Precision Reflex Inc.). Mało tego, nowa broń wybrana jako podstawowa przez siły specjalne, SCAR-L, może być również bez problemu dostosowany do zasilania amunicją 6,8 mm SPC w każdej ze swoich odmian (S, CQC oraz SV). Wojsko złożyło również pierwsze większe zamówienie na amunicję u Remingtona na ok. 10 000 000 sztuk. Aktualnie zarówno rozmaite modele broni (budowanej od podstaw bądź modyfikowanej) oraz naboje poddawane są badaniom, choć pierwsze, ujawnione we wrześniu 2004 raporty z testów żelatynowych wskazują na wyraźną przewagę nowej amunicji zarówno nad 5,56 mm NATO jak i Mk 262. Jednocześnie broń jest celna w ogniu pojedynczym oraz ciągłym, a odrzut jest nieznacznie większy niż w karabinku M16A2/M4.

Inne propozycje

Oprócz wymienionych wyżej nabojów, których powstanie ściśle związane było z badaniami wojskowymi, na cywilnym rynku amerykańskim pojawiły się również inne, komercyjne propozycje poprawienia skuteczności używanej broni. Jedną z nich jest nabój pośredni 6,5 mm Grendel (6,5 mm x 38,5), firmy Alexander Arms, do którego, podobnie jak w przypadku 6,8 mm SPC można dostosować każdy używany karabinek M16/M4 poprzez wymianę lufy, górnej części komory zamkowej oraz magazynka. Zresztą modyfikacja do tego naboju nie dotyczy jedynie tej rodziny broni, obecnie wśród pasjonatów strzelectwa w USA bardzo popularne jest grendelizowanie rozmaitych konstrukcji do tego kalibru. W porównaniu z konkurencyjnym SPC posiada on korzystniejszy współczynnik balistyczny, znacznie lepsze parametry przy większych dystansach (lepiej pasowałby do broni wsparcia niż do karabinka automatycznego), choć ustępuje mu na krótszych.

Zdjęcie pokazujące modułowość konstrukcji karabinka zasilanego nabojem 6,8 mm SPC, na dolnej części komory zamkowej (lower receiver) istnieje możliwość mocowania wielu różniących się od siebie luf wraz z górną częścią komory (upper receiver) /źródło: MSTNInnym rozwiązaniem, promowanym przez firmę Le Mas/RCBD, jest zwiększenie zdolności rażenia pocisku 5,56 mm nie za pomocą zwiększenia jego masy, ale zupełną zmianę jego konstrukcji. Blended-metal ammunition ma pociski APLP (Armor Piercing Limited Penetration) zbudowane z nieznanej kombinacji stopów metali oraz innych materiałów, które wedle producenta posiadają podwójne działanie, po uderzeniu w cel twardy zachowują się jak pociski przeciwpancerne i odznaczają się dużą przebijalnością, zaś po trafieniu w cel miękki bardzo silnie fragmentują. Nabój ten wzbudza liczne kontrowersje, po pierwsze, kilka przeprowadzonych przez wojsko testów na żelatynie nie dowiodło deklarowanej przez producenta skuteczności, po drugie, istnieją poważne wątpliwości czy armia może używać pocisku, który niemal eksploduje w ranie, ze względu na konwencje międzynarodowe. Znany jest pojedynczy przypadek z Iraku, kiedy to pracownik agencji ochrony (żołnierzom zabroniono stosować tej amunicji) trafił z odległości ok.100 m z karabinka M4 napastnika w pośladek. Nie jest to zazwyczaj rana śmiertelna, ale w tym przypadku przeciwnik został natychmiast wyeliminowany, a oględziny trafienia wykazały rozległe obrażenia w dolnej części żołądka. Firma, którą tworzy APLP, zapewnia, że działanie pocisku jest niezależne od prędkości wylotowej oraz długość lufy broni z której zostanie on wystrzelony. Na dzień dzisiejszy trudno jednoznacznie powiedzieć, jak zakończą się losy tej amunicji, choć w grudniu 2004 roku pierwsza większa partia 5,56 mm Urban Warrior oraz 7,62 mm Land Warrior została skierowana do niezależnych testerów.

Podsumowanie

Karabinek AWS Entry Rifle, dostosowany do amunicji 6,5 mm Grendel /źródło: Alexander ArmsPodobnie, jak to pierwotnie miało miejsce w przypadku naboju 5,56 mm x 45, nie należy liczyć na to, że ktokolwiek szybko przyjmie (może poza oddziałami specjalnymi USA) nową amunicję do użytku, a tym bardziej, że stanie się ona nowym standardem NATO. Zwłaszcza, że zanim to nastąpi musiałaby zostać opracowana do niej (np. do naboju 6,8 mm SPC) pełna gama pocisków, od pełnopłaszczowego poprzez przeciwpancerny oraz smugacz oraz optymalizować ją do wykorzystania w broni wsparcia (a zatem, pojawienia się karabinka maszynowego zasilanego nabojem SPC). Wszystko to pociąga za sobą gigantyczne koszta, nie do końca uzasadnione, zwłaszcza, że zapasy amunicji 7,62 mm jak i 5,56 mm są wciąż ogromne. Z drugiej jednak strony, oddziały specjalne zaczynają funkcjonować coraz bardziej na zasadzie armii w armii i przyjąć do uzbrojenia nietypowe rozwiązania. Taka sytuacja ma miejsce również obecnie, kiedy to niezależnie od standardowej broni używanej w siłach zbrojnych danego państwa NATO (i nie tylko), oddziały specjalne i tak używają amerykańskiego karabinka M4A1 i jego odmian. Do tego, nowo wprowadzane konstrukcje modułowe (MWS, XM8 czy SCAR-L) pozwalają na łatwą konwersję broni do nowego naboju. Co więcej parametry naboju 6,8 mm SPC pozwalają na zastąpienie przez niego zarówno 7,62 mm jak i 5,56 mm. Należy również pamiętać, że każdy większy konflikt w który zaangażowane były wojska USA doprowadzał do licznych zmian w uzbrojeniu, a toczona obecnie przez Stany Zjednoczone wojna z terroryzmem, może taki impuls wymusić.

Artykuł pierwotnie ukazał się w miesięczniku RAPORT Wojsko-Technika-Obronność, ISSN 1429-270X, luty 2005

Artykuł pierwotnie ukazał się w miesięczniku RAPORT Wojsko-Technika-Obronność, 02/2005

(c) Remigiusz Wilk (REMOV) 1999-2011